Konflikt na widelcu czyli Dorsche (zamknięte)

Zajrzeliśmy wczoraj ponownie do Dorschy. Jak pamiętacie, a bardziej prawdopodobne, że nie pamiętacie więc Wam przypomnę, poprzednim razem nie udało nam się dorszy spróbować, bo wyszły. Było to tuż po bardzo pozytywnej recenzji pana Nowickiego i po prostu nie wyrabiali. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zjedliśmy wtedy pyszne kiełbaski w Om Om i o dorszach na jakiś czas zapomnieliśmy.Kraków - Dorsche - dorsz z ziemniakami i surówką

Przypomnieliśmy sobie o nich w ostatni weekend, kiedy potrzebowaliśmy coś szybko przekąsić przed gorączką sobotniej nocy. W dorszach tłumów nie było, przeważali klienci w wieku co najmniej średnim co wydawało mi się dobrym znakiem, bo o tej porze na Kazimierzu przeważa zazwyczaj młodzież. Dorsze na szczęście były więc czym prędzej złożyliśmy zamówienie. Ja wybrałam talerz smakosza (23 PLN) a Widelec domowego dorsza czyli rybę z ziemniakami i surówką (16 PLN).Kraków - Dorsche - menu Kraków - Dorsche - ogródek

Wiem, że wielu z Was, tak jak Widelec, popuka się palcem w głowę gdy usłyszy co zamówiłam. Smażone owoce morza w Polsce – to nie może się udać, wiem. Ja jednak miałam w głowie warsztaty w, nieistniejącym już niestety, Valparaiso, podczas których Alejo nauczył nas jak wyciągnąć maksimum smaku nawet z mrożonych kalmarów i krewetek.Kraków - Dorsche - talerz smakosza

Oczekując na zamówienie, sączyliśmy piwo (7 PLN) i rozglądaliśmy się po lokalu. Wystrój nawiązuje do nadmorskiej smażalni, a świeżości mają mu dodawać rozstawione na stolikach i barze zioła. Niestety stojący na barze rozmaryn chwile rozkwitu miał już raczej za sobą. Niby miło i przyjemnie, niby kelnerka krząta się żwawo by jak najszybciej obsłużyć wszystkich gości, ale trochę brakuje dbałości o całokształt wizerunku lokalu.Kraków - Dorsche - bar

Na jedzenie nie czekaliśmy długo. Ot w sam raz tyle, żeby jeszcze troszkę zgłodnieć od unoszącego się w powietrzu zapachu smażonej rybki (tego moje ubrania stanowczo nie lubią). Mój talerz smakosza został podany z trzema sosami: majonezowy, oliwkowym i „salsą”. Sosy całkiem przyzwoite, moim zdaniem oliwkowy najlepszy. Dorsz też bardzo niczego sobie, panierka cienka, rybka delikatna, smaczna. Niestety kalmary i krewetki to porażka. Po pierwsze były już praktycznie zimne, co wskazywało, że leżakowały w oczekiwaniu na rybę a poza tym jakikolwiek smak miała jedynie panierka, którą były obtoczone. Większość krewetek oddałam Widelcowi, który po spróbowaniu podsumował: „Bo Ty zawsze musisz wydziwiać.” Ano muszę!Kraków - Dorsche - talerz smakosza i sosy

Widelec dostał spory kawałek ryby, do tego ziemniaczki i surówka z kiszonej kapusty z marchewką. Rybka smaczna, to już wiemy. Ziemniaki za to odgrzewane i chyba z poprzedniego dnia bo jakieś suche i twarde momentami. Jak się okazało, tylko w części, która mi się trafiła bo Widelec utrzymywał, że były bardzo dobre. I tak narodził się konflikt, bo Widelec z wizyty w Dorschach był bardzo zadowolony i postanowił, że będziemy wracać. A mi się wcale wracać nie chciało. Jak dla mnie dorsz nie był na tyle dobry, żeby przyćmił towarzyszące mu niedociągnięcia. Wolę rybkę od Marlina albo Wodnych Ogrodów. No ale jak Widelec będzie chciał i wrócimy. I znów opowiem Wam jak było.Kraków - Dorsche - dorsz domowy Kraków - Dorsche - wlepka Kraków - Dorsche - czekadełko

Obiadokolacja dla dwóch osób z piwem: 53 PLN.

MENU

Dorsche Resto BAr, ul. Miodowa 31, Kraków.