Ryby na Błoniach czyli Piri-Piri (zamknięte)

Pomimo chęci ucieczki od włoskiej i pseudowłoskiej kuchni planowaliśmy w ostatnią niedzielę ponownie odwiedzić Focha 42 w większym gronie, aby ostatecznie wyrobić sobie zdanie o tamtejszej kuchni. Niestety, nie dało się tam nawet szpilki wetknąć, nie mówiąc już o znalezieniu stolika dla 9 osób (było nas sześcioro dorosłych i trójka dzieci). Pokazuje to, jak bardzo potrzebne są nowe miejsca  w okolicach Błoń i innych terenów zielonych, bo krakowianie mają już dość spędzania czasu w betonowo-ceglanych ogródkach w centrum.Kraków - Piri piri - Halibut w sosie krewetkowym

Również i my nie mieliśmy ochoty opuszczać Błoń, dlatego udaliśmy się do, umiejscowionej tuż przy stadionie Juvenii, restauracji polsko- portugalskiej Piri-Piri. Tam miejsca na szczęście było w bród, może dlatego, że do Piri-Piri nijak się nie da dodzwonić w celu rezerwacji, bo numer na ich stronie internetowej i Facebooku jest nieprawidłowy. Portugalii w karcie jest niestety mało: zupa Alentejano, kurczak piri piri, polędwiczki w porto. Ryb jest sporo, ale dziwnym sposobem brak tak popularnego w Portugalii dorsza (AKTUALIZACJA: po późniejszym, dokładnym przestudiowaniu karty w Internecie, znalazłam dorsza w sosie miętowym, w menu dla aktywnych). Jest za to grill z pstrągiem i kaszanką. No i jeszcze jeden akcent portugalski: sardynki z grilla.Kraków - Piri piri - brama Kraków - Piri piri - menu

Tych ostatnich nie odważyłam się jednak zamówić, po zeszłorocznych doświadczeniach z Porto. To nie tak, że nie lubię sardynek. Bardzo je lubię, strasznie z nimi jednak dużo zachodu przy jedzeniu. Zdecydowałam się za to na łupacza ze szpinakiem (27 PLN) gdyż nigdy wcześniej tej ryby nie jadłam. Widelec, który długo nie mógł wybrać pomiędzy rekinem a szczupakiem, w końcu zdecydował się na halibuta z sosem krewetkowym (35 PLN). Pozostała cześć towarzyszącej nam rodziny zamówiła zupę pomidorową dla dzieci (8 PLN), placki ziemniaczane po zbójnicku (24 PLN) i pstrąga z grilla (22 PLN). Nie wszyscy mieli ochotę na obiad gdyż upał był ogromy, a co poniektórzy raczyli się wcześniej zapiekanką (krakowski fenomen, którego nigdy nie zrozumiem). Dorośli zamówili też piwo Leżajsk w bardzo atrakcyjnej cenie 5 PLN za 0,5 litra.Kraków - Piri piri - Łupacz ze szpinakiem

Wyjątkowo cieszyłam się, ze obsługa podała Widelcowi przystawkę a dzieciom pomidorową, w tym samym czasie co dania główne, bo gdybyśmy chcieli trzymać się zasad i czekać aż dzieci skończą zupę to nigdy nie doszlibyśmy do dania głównego. Na przystawkę Widelec zamówił oczywiście krewetki (25 PLN). W Piri piri podają je bardzo fantazyjnie, w dużej muszli i główką pieczonego czosnku.  Widelec nie marudził, ale jak dla mnie krewetki raczej pozbawione smaku. Pomijając może posmak dymu. Również dzieci nie wydawały się zadowolone ze swojej zupy pomidorowej. Jako, że żadne z nich nie skończyło swojej porcji, za konsumpcję zupy wzięli się dorośli. Tu zdania były podzielone, zarówno mnie, jak i panom przeszkadzał nadmiar masła i śmietany oraz brak jakichkolwiek przypraw. Za to mamy (zarówno moja rodzicielka jak i mama maluchów) upierały się, że to taka dobra delikatna zupka dla dzieci. Cóż, kiedy dzieciom nie smakowało. A mama moja fanem zupy pomidorowej nie jest, z całym zatem szacunkiem, trudno ją zatem uznawać za eksperta w tej dziedzinie.Kraków - Piri piri - krewetkiKraków - Piri piri - Halibut z sosem krewetkowym podany z ryżem

W kwestii placków ziemniaczanych zdania były całkiem odmienne: dzieci zajadały się nimi z widocznym apetytem, a w opinii mam były one gumowe i niesmaczne. Tutaj akurat uwierzę mamom, bo placki ziemniaczane lubię w miarę cienkie i chrupiące, a te na takie nie wyglądały. Na szczęście miałam swojego łupacza, usmażonego, w trochę ciastowatej, co nie znaczy złej, panierce. Ryba była delikatna, szpinak dobrze doprawiony, tak że nie przeszkadzały mi nijakie warzywa ani takie sobie ziemniaki. Upał był tak ogromny, że ledwie udało mi się zjeść rybę, a ziemniakami i warzywami dokarmiałam Widelca.Kraków - Piri piri - Łupacz przekładany szpinakiem podany z ziemniakami zapieczonymi

Porcja halibuta, którą otrzymał Widelec była ogromna, tym bardziej, że towarzyszył jej ryż i, te same co u mnie, trochę pozbawione smaku, brokuł, kalafior i mini marchewki. Sama rybka była pyszna, ale sos krewetkowy wydawał mi się jakiś dziwnie kwaśny. Za to Widelec stwierdził, że tylko dzięki maczaniu warzyw w sosie udało mu się je zjeść. Wniosek z tego, że Widelca łatwo obłaskawić krewetkami, w jakiejkolwiek by nie były postaci.Kraków - Piri piri - Halibut

Mój tata zamówił pstrąga z grilla i choć chciał się nim ze mną podzielić, to nie miałam ochoty odbierać mu ani kawałka ryby, którą spożywał z widoczną przyjemnością. Ale, choć pochwalił danie po zakończeniu konsumpcji, to przyznał, że najlepszego pstrąga jadł lata temu w Andrychowie.Kraków - Piri piri - Pstrąg z grilla

Podsumowując, bardzo miło spędziliśmy czas w oddalonym od zgiełku centrum miasta Piri-Piri, gdzie dzieci mogą się wyszaleć na trampolinie albo schłodzić w dmuchanym basenie. Jedzenie jest nierówne, ale moim zdaniem na rybkę zajść tu warto. Albo przyjechać na rowerze, tym bardziej że, rowerzystom przysługuje tu dodatkowa zniżka a miejsce położone jest przy popularnej trasie wycieczek rowerowych.Kraków - Piri piri - wejście

Kraków - Piri piri - krewetki w czosnku

Dziewięć osób w rożnym wieku posiliło się za 240 PLN. Jedną trzecią rachunku przejadł Widelec. 😉

MENU

Piri-Piri, ul Na Błoniach 7, Kraków